niedziela, 4 sierpnia 2019

pierwsza dekada sierpnia



wszystko ciężkie i lepkie od soku
pomiędzy piersiami gorąca kropla potu
w myślach sieję zgorszenie na niepodatny
grunt
to ciałko żółte które wychodzi ze mnie
nie trzaskając drzwiami
a po twarzy

jeszcze próbuję językiem przylgnąć do nieba
lecz wycina mi numer i zamarzam
z gradem
ktoś przetacza mi formalinę ze wszystkich wierszy
które spełzły na niczym
nie uwierzysz
–  smutne komety rozplatają warkocze
wieczorem puszczają się z byle
dymem

szczęść zmorze



co na cielesnym głodzie wytrzymuje bez acedii,
bezboleśnie przyjmuje niebyt, a u źródła oka pielęgnuje szramę.
tej, co karmi się wiarą w anomalne zjawiska mentalne.
(we mnie tylko zwierzę, które jadło z ręki  – zwija się  i skomli
nocą).
ciemność podchodzi pod nogi i podgryza od łydek po piersi,
mam gorszące marzenia,  w pamięci obraz fuseliego.
odruchowo dotykam się skroni, a tam – żadnego śladu po kuli.
tej nocy śnił mi się Woody Allen, powiedział:

głupia, przecież umierasz już od połowy filmu
na oku zimnej kamery. rekwizyty świadkiem.

środa, 31 lipca 2019

sprawa niecierpiąca zwłok

opowiedzmy ziemi, co wiemy o miłości, zanim nas pochłonie na zawsze. jak przy każdym przylgnięciu, wyrównujemy bieg krwi, odrywamy ciała od tła świata i stajemy się nieprzyzwoicie żywi. nasz dom jest daleko za oknem, w połowie drogi do wietrzności, gdzie odcięta dłoń ulicy przywołuje nas każdej nocy obietnicą dozgonnej nieśmiertelności. między marginesami skóry zaczyna parować cały świat materii. zamknij oczy, wtedy lepiej wodzi się palcami po gorącej fakturze oddechu. na ustach cisza skrapla się w burzę z kulminacyjną falą wyczekiwanego. spójrz mi głęboko w oczy - widzisz? wyszłam już na jaw z wierszami.
fot. Konrad-Kuzyszyn

poniedziałek, 29 lipca 2019

prawidłowo zaadresowane milczenie


(przystaw ucho do ciszy, usłysz zaśpiew końca)


strzępy mgły kleją się do ciała
jeszcze tylko bezwolny spazm mięśni
w gardle - piekący głód
jedyny znak na niebie
- podłużne preludium dymu
a więc to tak ucieka spod nóg światło

był tu tylko iskrę
zostawił
garść popiołu

chłopczyk z zapałkami


czwartek, 15 listopada 2018

możliwość niemożliwości


która jest ta, która cię goni, uciekając;
porzuca wzruszeniem ramion
siebie, ciebie, obietnicę: na zawsze.

jaka jest pod skórą, między kostką a mięśniem,
między zamiarem a zaniechaniem
w samym środku krzyku: stańmy się.

jaka ona jest, kiedy czarne pulsuje w skroniach
i milczy o pomoc, odwracając głowę,
kiedy umiera jutro, rodząc wrzask: pomóż mi.

która podwaja otrzymane ciepło, oddając
myśl i to, co w niej różowe i ciepłe. 
ta, która skuwa lodem i lód topi: szczęście.

jaka jest nie do wytrzymania, kiedy wytrzymujesz
ból po odmrożonym i czujesz zziębniętą w niej strużkę,
która szuka w tobie niepojętego pojęcia: jesteśmy.

czwartek, 12 lipca 2018

wewnątrz - interwał ciszy

pierwsze promienie sączą się do gardła razem z kawą; w głowie refleksja: im bardziej z tobą jestem, tym bardziej mnie nie ma. a przecież kroję czyny na miarę twoich oczekiwań i staję się prawie święta. nigdy nie śnią mi się wspólne zimy, kiedy suche berwiona pękałyby z zazdrości na nasz widok. tylko śmierć zaciera ręce. obok mnie smród rozkładającej się martwej natury łóżka. znowu dzień się skończy, a ja zajdę ze słońcem w czarną godzinę o krok za daleko. są koszmary, gdzie gramy główne role na ziemi, której jesteśmy cząstką, na ziemi, która jest cząstka nas. nigdy nieba.


środa, 16 maja 2018

W kroplę



Nie pomieścimy się
ani w marzeniu, w jego zbiorach spękanych obrazów,
ani w pianie proroczej szaleństwa,
ani w miłości - wojaczce zębów i pazurów.
– Octavio Paz, Ponad miłość

Pomiędzy wierszami zostawiasz mi wietrzność,
próbuję łapać oddech, trzymać nitki czasu.
Zaklinam twoje treści w bezsłów. Coraz dłużej
milczę, składam nieobecności w obecność.

Pod kołem z nieba snujesz opowieść o życiu,
o wysokopiennych dniach, o nizinach nocy
– zbyt skomplikowanych, by można było
między wczoraj a jutrem posiąść tajemnicę.

Jeszcze potrafię nadzieić się zaranną gwiazdą,
nalewać ci światła do żył, żebyś nie gasł,
dopóki idziesz w moją stronę z jasną obietnicą,
– śwituję skroploną wilgocią poranków.

Perlą się, tęczowią skupione światy kropli,
łączą bezsłownie, bezgłośnie krystaliczność
z czernią. Odchodzą w niepojętość strumienia.

Nic nam nie zagrozi, ani policzalne, ani co zmierzone,
co ma formę i obraz – zamilknie, kiedy to nazwiemy.
Wystarczy, że ukołyszesz moje odbicie w twoim lęku.


odczarowanie wiosny

wiosna znowu mnie namawia żebym uwierzyła w życie po śmierci będzie nieskończenie wiele czasu na wiarę większą niż świadectwa rozczarowani...