piątek, 4 lipca 2014

śniadanie. niekoniecznie na trawie

każdy daje się nabrać na wystające kolce.
wpadasz i wychodzi z ciebie zwierzę,
urażona duma, pewnie edouard wiedziałby
co jeszcze. mogę zrobić dobrze.

jutro wyjeżdżam na urlop;
przebieram się za laleczkę, więc biorę do ust
- pomadkę,
do namaszczenia ciała
- olejek.
prowizorycznie pakuję szpilki.

dasz wiarę? same ze mnie wychodzą.
chociaż, kiedy zamknę oczy, wiem,
że nie umiem się zaszczepić
na ten rodzaj głodu.

Edouard Manet - Śniadanie na trawie

czwartek, 3 lipca 2014

amore post mortem


/nikt mnie nie szuka albo szuka nie ten przed kim się ukrywam/

wiesz julio jak to słodko spotkać nareszcie
romea dotykasz palcem szczypiesz oglądasz
ciało w prosektorium nie protestuje sztywno
stawia opór widokom na przyszłość i wyżom
demograficznym ukręca kark jednym zejściem

a tobie coraz bardziej słodko w ustach członek
podobno słynnego stowarzyszenia biznesmenów
wszyscy go znali już nikt nie przykłada palca
ani lusterka do ust i tak mu chujowo 
z odcieniem zielonych kafelków na twarzy

/ten mnie nie szukał bo nic przed nim nie ukryłam/

ani dzieci ani trzech małżeństw a nawet
pochodzenia i nie da się ukryć że słodycz 
przebrała miarę weźmie krawiec oby szybko
odciął głowę bo głupio rzygać w cztery oczy
kiedy tylko ty posiadasz odruch wymiotny

Obraz, Rene Magritte

środa, 2 lipca 2014

z ostatniej chwili


powoli dopływam do końca urlopu
ratownik (chyba z nudów) puszcza oko
w moją stronę morze pluje pianą
i resztkami po turystach

obok mnie mademoiselle
po sześćdziesiątce opłakuje piąty rozwód
i niestrawność yorka
dalej - kobieta z piątką dzieci
smaruje olejkiem odleżyny męża

powinnam być szczęśliwa
jestem tymczasową właścicielką
czterdziestki i lata wpompowanego w materac

na horyzoncie żadnej butelki
z listem a szkoda - byłam gotowa
potwierdzić odbiór

wewnątrz - interwał ciszy

pierwsze promienie sączą się do gardła razem z kawą; w głowie refleksja: im bardziej z tobą jestem, tym bardziej mnie nie ma....