niedziela, 18 sierpnia 2019

jestem gotowa

tej jesieni zimnomgielnie spuchnę i opadnę
z sił zostały mi wyłącznie te nieczyste
wspomnienia kulą się jak zziębnięte storczyki

jeszcze się żółcę złocę jarzębinię jeszcze chcę chcieć
chociaż bardziej pamiętam niż czuję wiązki światła
poranne promienie na letnich zasłonach - cień ptaka

czerni się kracze z namaszczeniem rozgrzebuje rany
skrzydłem sczesuje z włosów resztki sennego majaku
i tylko zdziwienie że z taką łatwością potrafi

wydziobywać ze mnie ostatnie cząstki lata


sobota, 17 sierpnia 2019

uprzejma cierpliwość w dobijaniu

do celu. z pękiem soczystych słów na ustach,
beznamiętnie stroiłeś wewnętrzną harmonię.
a mnie, w obliczu zupełnego niepojęcia
– zdrewniało spojrzenie i wystygło ciało.

mogę teraz siedzieć taka sztywna z zimna,
poprawiać włosy, makijaż, opadające ramiączko
koszulki, pod którą piersi nie tęsknią za dłońmi.

czasem jeszcze szarpnie od środka wspomnienie,
mały promień ciepła – jak prąd.
jak ostatnia drgawka.


poniedziałek, 12 sierpnia 2019

chwiejna konstrukcja wieczności

od wczoraj nie ma lepszego jutra

wierzysz że za horyzontem nadal stoi dom
gdzie słowa gesty i łóżko jeszcze ciepłe
ciała prężne szykujące się do skoku w życie

i tam miłość w dłoniach w brzuchu i na języku
jeszcze pachnie oddycha i krzyczy:
 – nie powtórzy się żadna godzina

zdziwisz się jak szybko znieuchomieją źrenice
i dłoń na szpitalnej pościeli straci resztki ciepła
będziesz się budził co rano i z przyzwyczajenia
milczał o tym co tak szybko wystygło

 podgłośniło ciszę

niedziela, 11 sierpnia 2019

aberracja inercji

dziewczynko z progerią jesteś taka rzadka
twoja żyłka na czole kiedyś pęknie
i zwyczajnie przelecisz przez ręce.

kobieto ze szkieletem dziecka w ramionach
masz zbyt ciemny kolor i pusto w żołądku
twoje piersi więdną ale nikt nie podleje suszy

i ty co na ustach z gwiazdą księżycem krzyżem
z błogosławieństwem w sercu tępisz atypowość
za przyzwoleniem wszystkich świętych z obrazów

zginiesz – a oni nawet nie drgną

*

śniło mi się że w końcu rozstrzelano światło
i po ludzkości nie został nawet cień


środa, 7 sierpnia 2019

po(d)miot liryczny

gdziekolwiek się nie uda - wróci do siebie

spojrzenia krzyżowały się rzadziej
częściej krzyż nad drzwiami
bolał ją bardziej niż miejsce
w okolicy nerek i pośladków
widział w niej same pustostany
po skradzionych świętościach
przez obce plemiona innowierców
palcami sprawdzał czy nie wyschła
jej wiara w cuda niewidy
i idealizm transcendentalny

to dlatego tłumaczył jej wiersze
wyłącznie na martwy język
przy symbolicznym nagrobku


niedziela, 4 sierpnia 2019

pierwsza dekada sierpnia



wszystko ciężkie i lepkie od soku
pomiędzy piersiami gorąca kropla potu
w myślach sieję zgorszenie na niepodatny
grunt
to ciałko żółte które wychodzi ze mnie
nie trzaskając drzwiami
a po twarzy

jeszcze próbuję językiem przylgnąć do nieba
lecz wycina mi numer i zamarzam
z gradem
ktoś przetacza mi formalinę ze wszystkich wierszy
które spełzły na niczym
nie uwierzysz
  smutne komety rozplatają warkocze
wieczorem puszczają się z byle
dymem

szczęść zmorze



co na cielesnym głodzie wytrzymuje bez acedii,
bezboleśnie przyjmuje niebyt, a u źródła oka pielęgnuje szramę.
tej, co karmi się wiarą w anomalne zjawiska mentalne.
(we mnie tylko zwierzę, które jadło z ręki  – zwija się  i skomli
nocą).
ciemność podchodzi pod nogi i podgryza od łydek po piersi,
mam gorszące marzenia,  w pamięci obraz fuseliego.
odruchowo dotykam się skroni, a tam  żadnego śladu po kuli.
tej nocy śnił mi się Woody Allen, powiedział:

głupia, przecież umierasz już od połowy filmu
na oku zimnej kamery. rekwizyty świadkiem.

środa, 31 lipca 2019

sprawa niecierpiąca zwłok

opowiedzmy ziemi, co wiemy o miłości, zanim nas pochłonie na zawsze. jak przy każdym przylgnięciu, wyrównujemy bieg krwi, odrywamy ciała od tła świata i stajemy się nieprzyzwoicie żywi. nasz dom jest daleko za oknem, w połowie drogi do wietrzności, gdzie odcięta dłoń ulicy przywołuje nas każdej nocy obietnicą dozgonnej nieśmiertelności. między marginesami skóry zaczyna parować cały świat materii. zamknij oczy, wtedy lepiej wodzi się palcami po gorącej fakturze oddechu. na ustach cisza skrapla się w burzę z kulminacyjną falą wyczekiwanego. spójrz mi głęboko w oczy - widzisz? wyszłam już na jaw z wierszami.
fot. Konrad-Kuzyszyn

poniedziałek, 29 lipca 2019

prawidłowo zaadresowane milczenie


(przystaw ucho do ciszy, usłysz zaśpiew końca)


strzępy mgły kleją się do ciała
jeszcze tylko bezwolny spazm mięśni
w gardle - piekący głód
jedyny znak na niebie
- podłużne preludium dymu
a więc to tak ucieka spod nóg światło

był tu tylko iskrę
zostawił
garść popiołu

chłopczyk z zapałkami


odczarowanie wiosny

wiosna znowu mnie namawia żebym uwierzyła w życie po śmierci będzie nieskończenie wiele czasu na wiarę większą niż świadectwa rozczarowani...