czwartek, 1 lutego 2018

Z wizytą

Jutro do ciebie zajrzę. Najzwyczajniej zapytam
o domowe ognisko, pracę męża, rozbite kolana
dzieci. Opowiesz mi o wspólnym śniadaniu,
o słońcu, które wpada prosto do kawy.
Będziesz mi patrzeć w oczy i mówić,
że sama pieczesz ciasto i prasujesz koszule.
Dyskretnie schowasz za siebie dłonie,
i uśmiechniesz się inaczej niż kiedyś.
Obejrzę zdjęcia ślubne, łóżko w którym
oddychacie sobą. Powiesz, że kochasz.
Tak, to będzie jutro, kiedy się dowiem,
że nic tak naprawdę nie mam.


czasami historie są ciemne

jak noc kryształowa

dzwoni do mnie z zaświatów
stella kübler mówi że mogłabym być
jak ona to łatwe
mam taki aryjski wygląd

mogę szmalcować każdego
wsadzam w kubeł
mordę

nie mówię niczego
chociaż mijam się z prawdą
nie lubię propozycji współpracy
z gestapo trzyma tylko greiferin

rodzina się pali
rolf isaaksohn umiera
ze śmiechu idę prosto
do nieba mi za daleko

leżysz


Myślałam, że dawno umarłeś, ale 
gdybyś był martwy, albo przynajmniej snem, który się wypełnił,
twoja twarz wyglądałaby inaczej - A. Zbierska


jak nieżywy koło mnie zalęgło się zimno,
na ustach jeszcze posmak
dobrego.
nigdy nie dosyć, a i tak się kończy
happy endem dla jednej ze stron
nie ma powrotu. zdecydujemy się?
wtedy musiałbyś obudzić się i żyć,
a tak, tkwimy we własnym kirkucie.
wychodzę z siebie, nie składam kości
ani przysiąg małżeńskich. na wiatr
przemijamy, a ty śpisz.

kończą się

we mnie wiersze. na dodatek
przybyło mi strachów na wróble.
wystarczą wielkie oczy,
żeby zajrzeć, zamienić życie
w śmierć. odfrunę niedługo,
potem niech mnie rozdziobie,
jakiś ptak. wbija we mnie szpony.
będę umierać w ciszy.
za twoją ścianą.

zmiana czasu na zaduszki

zmienili godzinę ostatniej nocy
i tyle. żadnych innych zmian,
nawet sąsiad ciągle na trzecią.
ubyło ciemności, więc mniej się kręcę
w dzień. obserwuję niepełnych,
bo pełnia dopiero szóstego listopada,
w dzień urodzin córki. stawiam krzyż
na jej ojcu i na wszystkich innych
połówkach. tłumaczę sobie: jesteś
całością, nie potrzebujesz dopełnienia.
i w końcu staję się przeraźliwie wolna,
niepodzielna i pojedynczo umieram
z braku zależności.

piętno

mam dwie lewe ręce oraz umysł dość średni
średnio się też przykładam do pracy fizycznej
trzeba mieć natchnienie albo dary od królów
a mnie raczej nigdy nikt niczego nie dawał
tak sobie raz myślałam co by było kiedy
musiałabym zarabiać na życie rękami
popracować na akord kiedy nie mam słuchu
percepcję sensoryczną przełamał mi ojciec
ogniskiem zapalnym dość cienka spekulacja
intelektualna kiedy cieknie wciąż z rany
i żaden opatrunek nie ujmie was wszystkich
dzwięków mi potrzeba możecie zagrać skrzypka
na dachau mnie poznacie po pierwszym numerze

mogę

bez herbów drzew posadzonych przez mężczyzn ściętych przez kobiety taka ja pierdolę historia beznadziejna moja ani Polka ani matka święta ani kurtyzana z kamelią i gruźlicą (żadna opera ani nawet mydlana) - Genowefa Jakubowska-Fijałkowska

wyjąć sobie żebro, podzielić się z tobą
prawdą jak opłatkiem, wypić krew i wino.
z trudem uczę się znaków w pokoju;
to tutaj po omacku dzieliłam łóżko
z byłym podmiotem lirycznym. mieliśmy wspólne
problemy natury egzystencjalnej. nawiedzają mnie
w snach, co noc kłócę się z kierkegaardem;
co taki duńczyk może wiedzieć o poetce
ze śląska? - czy to tam kobiety palą
mężczyzn na stosach? pękają ze śmiechu,
gasząc niedopałki? nie do pomyślenia.
ani to wiara, ani etyka. kiedy chorujemy
w różnych krajach, na śmierć zapominamy umrzeć
choćby we własnej puencie. sklepać trumnę,
skoczyć w dół. w sweter z ciucholandu i pachnieć
absolutem. zalejemy robaka, rozerwiemy pierścienie,
taki, kurwa, performance na farbowane włosy,
na jasne i ciemne oczy, na wszystkie anny,
nawet frank, na gojki i nasze dzienniki.

wiersz bez twarzy


to będzie męski wiersz pełen odważnych słów
nieznoszących sprzeciwu oto jestem wiem i mam
to będzie wiersz krótki jak wytrysk 
na który czekasz patrząc na nią od tyłu
to będzie silny wiersz bo faceci nigdy nie płaczą

w tym wierszu będziesz tysiącem innych
twarzy ukrywających prawdę o sobie
będziesz znawcą od alpinizmu do holokaustu
będziesz na pokaz żeby cię nazwali
bo nie pamiętasz imienia swego

będziesz na podobieństwo ludzkich oczu i języków
to będzie wiersz w którym się nie przyznasz
i zataisz fakty że stoisz sobie ością w gardle
ale on się od ciebie odwróci przy puencie
odmrozi ci dłonie i podpali włosy


anka ance

ania ma raka, a rak ma anię,
taki elementarz, z którego uczymy
się o ca sto dwadzieścia pięć.

najgorzej jak rośnie w nas zło
a my, tacy dobrzy i pełni wiary.
pomogę ance, pomogę. wyślę
jej avastin.

pomoże.

pomorze. to jest myśl z jodem
i zdrowym powietrzem,
więc uwierzmy w bajki.
jestem siostrą anki,

jestem anką, jestem słowem,
z którym jej lżej.


odczarowanie wiosny

wiosna znowu mnie namawia żebym uwierzyła w życie po śmierci będzie nieskończenie wiele czasu na wiarę większą niż świadectwa rozczarowani...