czwartek, 15 listopada 2018

możliwość niemożliwości


która jest ta, która cię goni, uciekając;
porzuca wzruszeniem ramion
siebie, ciebie, obietnicę: na zawsze.

jaka jest pod skórą, między kostką a mięśniem,
między zamiarem a zaniechaniem
w samym środku krzyku: stańmy się.

jaka ona jest, kiedy czarne pulsuje w skroniach
i milczy o pomoc, odwracając głowę,
kiedy umiera jutro, rodząc wrzask: pomóż mi.

która podwaja otrzymane ciepło, oddając
myśl i to, co w niej różowe i ciepłe. 
ta, która skuwa lodem i lód topi: szczęście.

jaka jest nie do wytrzymania, kiedy wytrzymujesz
ból po odmrożonym i czujesz zziębniętą w niej strużkę,
która szuka w tobie niepojętego pojęcia: jesteśmy.

czwartek, 12 lipca 2018

wewnątrz - interwał ciszy

pierwsze promienie sączą się do gardła razem z kawą; w głowie refleksja: im bardziej z tobą jestem, tym bardziej mnie nie ma. a przecież kroję czyny na miarę twoich oczekiwań i staję się prawie święta. nigdy nie śnią mi się wspólne zimy, kiedy suche berwiona pękałyby z zazdrości na nasz widok. tylko śmierć zaciera ręce. obok mnie smród rozkładającej się martwej natury łóżka. znowu dzień się skończy, a ja zajdę ze słońcem w czarną godzinę o krok za daleko. są koszmary, gdzie gramy główne role na ziemi, której jesteśmy cząstką, na ziemi, która jest cząstka nas. nigdy nieba.


środa, 16 maja 2018

W kroplę



Nie pomieścimy się
ani w marzeniu, w jego zbiorach spękanych obrazów,
ani w pianie proroczej szaleństwa,
ani w miłości - wojaczce zębów i pazurów.
– Octavio Paz, Ponad miłość

Pomiędzy wierszami zostawiasz mi wietrzność,
próbuję łapać oddech, trzymać nitki czasu.
Zaklinam twoje treści w bezsłów. Coraz dłużej
milczę, składam nieobecności w obecność.

Pod kołem z nieba snujesz opowieść o życiu,
o wysokopiennych dniach, o nizinach nocy
– zbyt skomplikowanych, by można było
między wczoraj a jutrem posiąść tajemnicę.

Jeszcze potrafię nadzieić się zaranną gwiazdą,
nalewać ci światła do żył, żebyś nie gasł,
dopóki idziesz w moją stronę z jasną obietnicą,
– śwituję skroploną wilgocią poranków.

Perlą się, tęczowią skupione światy kropli,
łączą bezsłownie, bezgłośnie krystaliczność
z czernią. Odchodzą w niepojętość strumienia.

Nic nam nie zagrozi, ani policzalne, ani co zmierzone,
co ma formę i obraz – zamilknie, kiedy to nazwiemy.
Wystarczy, że ukołyszesz moje odbicie w twoim lęku.


wtorek, 15 maja 2018

tej nocy

celowo rozbiorę się przy wszystkich
niedopowiedzeniach z naszych listów
na ramiona narzucę tylko biały wiersz 
i będę czekać
na spełnienie najcieplejszych metafor
powinieneś tu być zanim wiatr
zdmuchnie nam resztki życia z dłoni
mam trzy kropki na ustach
które rzucam w całą do ciebie
odległość


górnolotna fikcja o kochaniu

piszemy zachłannie o miłości i tęsknocie nie wspominając
o skowytach nocnych widm nadpalonych skrzydłach ciem
komarach spragnionych naszej ciepłej i lepkiej krwi
szczerzmy zęby do złego co wyrasta na zboczach nocy
przed snem połykamy małe kłamstwa
lub związki benzodiazepiny dopiero nad ranem
nasze wiersze zrzucają sierść na całe to światło
obcy probuja wyczytać z nas prawdę więc świecimy
im po oczach gołymi wersami napompowanymi sztampą
że miłość do końca życia najprawdopodobniej istnieje
tylko czeka na lepszy grunt i przydrożną bliskość
doustnie serwujemy sobie wszystkie obietnice
te z prędkością światła rozchodzą się po kościach
a my nadal kołatamy sercami do zamknietego
wspominając dobre czasy szczęśliwej niewiedzy
z braku laku podpieramy się cytatem autora


fot.  

w ciup

że tak im dopuszczono
by nawet w sen wchodzili razem
on ją obejmował na poduszce
by o kamień snu nie zraniła stopy
 — Anna Kamieńska
regularnie wypełniam się ciszą żeby oddalić ostatnie dopowiedzenie
zawieszam stawianie kropek bezpiecznie kryjąc się w cieniu pauzy
jest wiosna a w moich wierszach ani jednej jaskółki zwiastującej
na zawsze przekwitam opadają mi wszystkie jędrne puenty
codziennie sieję niepokój który wzbiera burzą hormonów
i niezadanych pytań o zasadność jutra więc knebluję usta
i układam do snu całe potoki słów od których boli cię serce
mnie boli głowa że stoimy pod murem z wiersza herberta
gdzie zdejmują z nas młodość jak koszule skazańcom
z wyrokiem na śmiertelne życie do nie wiadomo kiedy
tymczasem wszystko jest coraz bardziej prozaiczne w poezji
tulisz mnie i staje się zbyt gorąco odkrywasz i ziębnę w ciszy
_____________________________________________
w ciup /wersja okrojona/
staram się przekwitać możliwie po cichu
krew mnie zalewa rzadziej na starość
zależy mi na czymś o czym nie masz pojęcia
więc się obrażam na śmierć cichnę ale nadal żyję
kiedy mnie w nocy przykrywasz to się pocę
kiedy się delikatnie odsuwasz jest mi zimno
jedno i drugie wkurwia mnie tak samo
ps dzisiaj rano urosła mi zmarszczka na ustach

poniedziałek, 19 lutego 2018

instrukcja obsługi śmierci

wszystko możemy spisać w turystycznym folderze,
krok po kroku, słowo w słowo (gesty też są ważne);
małe wprowadzenie dla adeptów życia aż do śmierci
umieszczamy w przedmowie, że się urodził i oddycha.

trzeba go szybko zepsuć, włożyć w usta cytaty i zapożyczenia.
niech czyta, ogląda, niech plami ręce wątkami skatologicznymi:
im bardziej śmierdzą czyny, tym głośniej będą mówić.
pal sześć sensualizm i bogactwo neologizmów, czysta

psychopatologia życia codziennego jest na samej górze.
niech mu życie będzie bogate w przemoc i zboczenie,
by ciekawie umrzeć, nie tracąc pełnego dystansu
wobec fikcji na  pogrzebie. będzie tłumnie, po pogrzebie sławnie:

oto odszedł typ artysty spełniającego się w kontakcie z szeroką publicznością. co komu po cichych, prawych, kto o nich pamięta?
garstka ludzi, garstka ziemi. widzi pan, powiedzmy ten sosnowy las? jednym szumią książki, innym szumią trumny.




odczarowanie wiosny

wiosna znowu mnie namawia żebym uwierzyła w życie po śmierci będzie nieskończenie wiele czasu na wiarę większą niż świadectwa rozczarowani...