środa, 31 stycznia 2018

jedziemy przez siebie

metrem jest bliżej, zwłaszcza do własnych myśli
o tym, co dla obojga dobre. dodajemy kilka stacji
chrystusowych za i przeciw; sumujemy racje na swoją korzyść.
poróżniamy się, ujmując dobre intencje i widoki na.
kończymy zawsze pod kreską, kiedy połyka nas tunel.
to jest w ciemności i wie o nas wszystko. wchłania
i wypuszcza na powierzchnię, gdzie powyżej zera
inne coś, w głębi nas, odczytuje temperaturę ujemną.
potulnie kładę głowę na szynach, tuż przy twojej szyi
i próbujemy udawać, że wierzymy sobie w na zawsze.
wtedy nadjeżdża pociąg do spraw codziennych i błahych
i już nie ma wyjścia. na zewnątrz zasłaniam semafor,
przegryzam ci gardło.

nasennie


Ostatnie echo jest ciszą
to miejsce
gdzie kończy się twoje spojrzenie*

nosimy w sobie kilka zdarzeń z podróży i dworców
migawek z przystanków domniemanego szczęścia
z czasów gdy żadnemu z nas nie śniło się o śmierci
oboje wiemy że teraz umiera się o wiele szybciej
a mimo to odjeżdżamy systematycznie od siebie
rozpruwając żyły codziennym niedotknięciom
goimy się później całymi tygodniami płodząc
wiersze w których podszywamy się pod podmioty
a przecież pojedynczo jesteśmy jak strachy
które zdrewniałe ramiona wyciągają do wróbli
i chociaż chłód i wilgoć związuje nam słowa w supły
niedomówienie prostą trajektorią trafia
w punkt tak czuły że namacalny nawet we śnie
czuję twój gorący oddech tuż przy moim uchu
szepczesz - nie mamy już wiele czasu dla siebie
to wtedy z ustami pełnymi obietnic odganiamy śmierć
*Rafał Wojaczek

wtorek, 16 stycznia 2018

tchnienie

Wszystko jest nawzajem powiązane, a węzeł to święty. A zgoła nic nie ma, co by nawzajem było sobie obce. Ułożone to bowiem zostało we wspólny ład i współtworzy porządek w porządku tego samego świata*


kiedy wypłynie ze mnie ostatnia krew,
będę mu przynosić do łóżka urojone ciąże,
sny o niespełnieniu najskrytszych marzeń.
kłaść na poduszce białe włosy i żylaste dłonie
pełne tego, czego nie mogą dać,
czego nie muszą brać, bo oto ono będzie jedno;
wystarczy zrobić pełny obrót i zawrócić
nie dalej, niż do stworzenia świata
i jeden będzie cel. kiedy stracimy wzrok,
ogłuchniemy i wzgardzimy wieżą babel,
świat połamie kontury i zmięknie krajobraz.
wtedy pamięć straci ostrość i pogrzebie nieważne.
światła i cienie znikną, a tylko jedno zostanie
postrzeganie przy mnie. tylko on ostatni,
który wie, że musimy być ziemią i wodą,
wszystkim, czego nam trzeba. pneumą.

tymczasem nocą, gdzieś na granicy umysłu,
marznie we mnie naga kobieta. ze strachu odchodzi 
od zmysłów i wie dlaczego.

*Marek Aureliusz, Rozmyślania


photo by Nicoletta Tomas Caravia

poniedziałek, 27 lipca 2015

wychodź z tego auschwitz

Halinie Birenbaum, "15 letniej staruszce"

chociażby na ulicę i powiedz mi głośno
to, czego nie przełożysz w żadnym translatorze,
bo język nie jest giętki. ułóżmy się w babel,
potulnie bóg nas prosi. na stos? ja nie idę.
żadnej gilotyny nie życz nam panie śnięty,
gdzieżbyś mógł, naznaczony zaimkiem pytajnym
śmiał tłumaczyć cuda, kórychś sam nie posiadł,
naznaczywszy ludzi całą hańbą świata.
obróćmy się nagle o te wszystkie stopnie,
których sama nie zliczę, nie śmiem iść po wodzie.
kiedy próbuję stąpać, to nic się nie dzieje.
wybaczam, że cię nie ma. i tak przeżyjemy.

http://www.ksiegarnia.e-oswiecim.pl/halina-birenbaum-nadzieja-umiera-ostatnia.html

niedziela, 14 czerwca 2015

ostatnio

choruję, więc często zaglądam do sieci, w której puszczają oka
od starzejących się bezzmarszczkowo. dojrzałych kobiet i mężczyzn
ubywa. zdrowego rozsądku za grosz. coraz więcej bóstw;
nygusów chytrusów, wszystkich wziętych, matek wąskich. w pasie

brakuje mi dziurek, bo przytyłam od złudzeń, że się zmieni
cokolwiek. napiszę. zostanie użyte przeciwko mnie. panienki
z klimakterium, chłopcy z andropauzą - modlę się za was.
w imię suchości pochwy, zaburzeń erekcji. w końcu

wypada się starzeć.

fot. Le baton de Vieillesse, Alain Marbezy

środa, 10 czerwca 2015

znowu

dwudziesta pierwsza. wieczór. tak już od pół roku;
ta sama kawiarenka, lampka wina. kelner
z nienagannym uśmiechem czeka, aż wyjdziemy
z lokalu albo z siebie. jest mu wszystko jedno

czy coś jeszcze słyszymy, czy jesteśmy ślepi,
być może zna nas lepiej, niż my sami. znamy
to na wylot. czas na mnie. przecież tyle razy
spotykałam mężczyznę, który stał się obcy

tuż nad ranem. nakłuwam widelcem pain perdu,
twoje gardło; przekręcam z nadzieją, że bez słów
się obejdzie. czasem świat z każdej strony krzyczy
mi do ucha: czeka cię wieczne wyziębienie.


wtorek, 26 maja 2015

w najgorszym śnie dochodzę

a tam morze czerwone i pełno rozstępów
na biodrach najświętszych panienek,
produkujących chałupniczo wyż demograficzny

na zlecenie. nie umiem żyć
w trybie awaryjnym. zawracam i rozpalam ogień
w sobie, jedyny ogarek oświaty
gaszą mi kropidłem.


odczarowanie wiosny

wiosna znowu mnie namawia żebym uwierzyła w życie po śmierci będzie nieskończenie wiele czasu na wiarę większą niż świadectwa rozczarowani...