poniedziałek, 6 kwietnia 2015

wpiekłowstąpienie



jest wielka niedziela, burza wisi w powietrzu,
jezus chrystus nad drzwiami. przed wejściem do domu
lepiej się przeżegnać. trzy pokoje i wojna
zawieszona na chwilę spożywania paschy.

przy stole stworzyciel skacowany piekielnie,
liczne stadko baranków niebiańsko cukrowych,
oraz ona - panna za dziesięć dni brzemienna
znowu. pięćdziesiątnica i jajeczkowanie.



Fragment witraża z Notre Dame

czwartek, 26 marca 2015

w poczekalni



sami figuranci chorzy na nadmiar czasu
i bóle fantomowe po zmarłych małżonkach.
ledwo wiążą ścisłe diety. w woreczkach żółciowych
odkładają drobne, liczą na czarną godzinę.

dziesięć krzeseł zajętych, ja jedenasta, więc zdrowa
sztywno stoję i zaciskam pięści, zębów się boję,
mam jeszcze swoje postanowienie, więc czekam
w kolejce z numerkiem trzynaście. w oczach

ciemno. z bólu popuszczam w jedwabne majtki,
nikt mi tam dzisiaj nie zajrzy. klnę w duchu
lecz chyba słyszą, bo krzyżują na mnie spojrzenia
back projection - a pani na co choruje?

- na jajco - odpowiadam grzecznie.


środa, 25 marca 2015

latam



coraz niżej, a wiec będzie padać. każdy
na twarz. porcje kamuflażu
sprzedałam za grosze. wodogłowie ojca
do dziś się odbija żółcią i echem.

chwilami załamuje się nerwowo;
nawet pod światło nie widać,
zręcznie się podszywam
pod wiatr. razem z wiosną wwiewam

przez serce do żołądka. rosnę
w ustach. staję się trucizną,
musisz włożyć palce głęboko
do gardła. mogę skoczyć

jeśli mnie nie zwrócisz.


środa, 11 marca 2015

podsumowanie twórczości własnej

krytycznym okiem rzucono na fakt pisania
wprost. przyznaję się do wiecznego burdelu w torebce,
do prezerwatyw w szufladzie biurka
też (na wszelki wypadek). nie powiem, co robiłam

jeszcze. ostatnim razem, gdy czytałam bzdury,
narzygałam krytykowi do teczki. nie zaglądam
w poszukiwaniu piątej klepki, nie klepię
pierdół, nie daję dupy. nie robię plam.

fot radiantskies

ulewa

wszelka niezależność jest szczęściem, w każdej zależności od innych tkwi smutek.
- Patrul Rinpocze

mi się prawdą. prosto pod nogi mężczyzn
spluwam. z premedytacją przechodzę linie
ich życia. dają się nabrać na czubek
widelca, języka, góry lodowej. wchodzą,

kończą się. we mnie z każdą minutą
coraz więcej z kominiarza. więc szukali
guzika, ostatniej deski. ratunku! - krzyk,
a ja ich wtedy z uśmiechem z zimną wodą w kiblu.


środa, 25 lutego 2015

zachwiane obyczaje



chwilowo zamieszkuję w świętokrzyskim,
postkomunistycznym. bloku, radz, jak kraj rad
- cztery pietra, cztery ręce, za ścianami uszy
za uszami pejsy i dach. au, widać niebo,

zbliża się burza. z ruskich filmów
księżyc zahacza o komin, umiera
na kaca. jakaś podstarzała dziwka
z opadniętymi pośladkami w legginsach

szuka. kto wie czego? poklasku? klaps
w dupę, koniec sceny. siada rozkrakiem,
przy domofonie zapomina kodu dostępu
do klatki, do siebie. nie ma powrotu.


niedziela, 8 lutego 2015

zejście do skłonu


było strome. wzgórze,
z którego leciałam na łeb
i szyję kochanka.
przegryzałam książką. czas?

jego nie było, do dziś nie ma
wolnego stolika. też mi się zachciało.
miejsca są wrażliwe na odjazdy,
w których dotąd pełno muzyki

na stacjach.

ludzie myslą, że pociąg do snu
to prawda. jestem cholernie przytomna,
nie odwracam się, nie mrugam
nawet wtedy, kiedy mnie wywożą
nogami do wiersza.


odczarowanie wiosny

wiosna znowu mnie namawia żebym uwierzyła w życie po śmierci będzie nieskończenie wiele czasu na wiarę większą niż świadectwa rozczarowani...