piątek, 2 stycznia 2015

stygmaty

budzę się, a tu kurwa ciemne średniowiecze
wpycha święty zarodek przez otwarte usta
ze zdziwienia omdlewam, aż tu czuję - józef
z nazaretu. już nie ma ucieczki na wolność.

zamykają mnie w pierdlu. klawisze - trzech króli
grożą mirrą, kadzidłem, zamieniają w złoto
każdą owulację. urodzisz to dzieciątko,
i nadasz mu imię. najświętsza inkwizycjo,

przypomnij mi chociaż berrugete'a lub brescii,
niech przywiążą do pala, bo krzyży nie znoszę.
ech, zbyt wątłe ramiona. zasypiam na bellville,
edith piaf do snu nuci ustami kochanka

- 'a quoi ça sert l'amour' i co mam odpowiedzieć,
kiedy we mnie owoc żywota twojego? nie,
nikt sobie z tym przypadkiem nigdy nie poradzi.
ekskomunika straszy, a okno otwarte.

fot. rozpuszczanie strachu by jeremy vasco

czwartek, 1 stycznia 2015

posylwestrowy dialog senny

nowy rok, sylwester, a pan bóg się boczy
- spadaj - mówi do mnie - już się nafruwałaś.
coś pan - pytam - masz kaca? nie będę pikować
w jakiś dwutysięczny, do tego piętnasty.

- mąż, czy żona - pyta - boże, sama nie wiem,
mylę się w rachunkach, oby ładnie grali
i pod mendelssohna tańczyli kankana,
niech mnie nikt nie wkurwia, niech mnie nikt nie wkurwia.

robię wzrok, no wiecie, ten, co może zabić,
a bóg sobie nic z tego i popycha z okna
mansardy na montmartre. lecę, śpieszy mi się,
niech mnie nikt nie wkurwia, niech mnie nikt nie wkurwia.

zapomniałam futra, zimno mi w ramiona,
lecę, ciągle lecę. wpadłam do taksówki
- niech mnie pan nie wkurwia, bo się bardzo śpieszę,
kurs na joinville proszę. i się obudziłam.

nie ma boga przede mną, na mnie nie ma futra,
we mnie kac, nie moralny, takich już nie miewam.
pierwszy stycznia - żałoba, a tu czas wesela,
więc niech nikt nie wkurwia żadnej anny młodej.


poniedziałek, 29 grudnia 2014

nie postanawiam

żadnych rozliczeń,
niczego. nie żałuję za grzechy,
nie obiecuję poprawy.

nie rzucę palenia, przyjaciół, siebie
przez okno. mogę kamieniem
w wodę, wrogom w zęby.

jestem dobra

w rzucaniu okiem. mrugam
do wierszy, bez zmian. żaden nowy
rok nie wejdzie we mnie z butami,

nie otworzy ramion. byle kto
nie zastrzeli fajerwerkiem.

nie moja wina,
nie moja wina,
nie moja
bardzo wielka wina.


czwartek, 25 grudnia 2014

przemówienie pod tytułem: s'accabbau

jest dwudziesty czwarty ostatniego miesiąca
ze mną gorzej niż zawsze
dokładnie o północy zaczynam
szczekać
ludzkim głosem nad psem
który jeżdził koleją
zupełnie po włosku
albo pod włos
jak siostra
pod tytułem
mio unico


dwudziesty piąty

siostra śpi
więc wracam
do dzieciństwa
tylko chwila
ale kto by się oglądał
na sukienki w kratkę
na fonatannę
na krótko obcięte włosy
przez matkę
która kochała ojca
za bardzo
przeżywam
a ty śpisz


jezus się rodzi

po raz dwutysięczny czternasty
świat zwariował na moich oczach
maria rodzi dziecko
w normalnych warunkach
nie ma baranka
nie ma siana
nie ma trzech króli
na litość boską
są tylko moje ręce
więc je cofam
o te wszystkie lata
żeby oszczędzić matce nieszczęścia
zrobię dużo
więcej
nie zawiążę pępowiny
nie zapalę gwiazdy


foto |"Jezusek" by Monika Ekiert 

odczarowanie wiosny

wiosna znowu mnie namawia żebym uwierzyła w życie po śmierci będzie nieskończenie wiele czasu na wiarę większą niż świadectwa rozczarowani...