wtorek, 26 maja 2015

w najgorszym śnie dochodzę

a tam morze czerwone i pełno rozstępów
na biodrach najświętszych panienek,
produkujących chałupniczo wyż demograficzny

na zlecenie. nie umiem żyć
w trybie awaryjnym. zawracam i rozpalam ogień
w sobie, jedyny ogarek oświaty
gaszą mi kropidłem.


poniedziałek, 18 maja 2015

z książeczki życia marty es

marta ma zadbane mieszkanie, dzieci, cerę. od niedawna
raka. jeszcze nie wie, jeszcze wiesza pranie, na byłym mężu
- psy. coś wyczuwają zwierzęta; kiedy się szwendają
pod nogami marty, liżą po łydkach, spuszczają łby.

w dugiej strofie marta zamyka się w sypialni,
w sobie. szuka wytłumaczenia, błędów. nie wierzy
w zmartwychwstanie, żywot wieczny. cuda i dziwy
zdarzają się innym. spektakularne powroty do zdrowia,

nawrócenia. można czekać nadaremnie, lepiej działać
inwazyjnie. pozbyć się komórek rakowych. myśleć
trzeźwo. ocenić sytuację, zaplanować zabieg, zapewnić
przyszłość, jeśli nie sobie, to dzieciom, psom.

po roku marta wygląda przez okno, żegna się z dziećmi
świadomie z daleka, żeby nie czuły zapachu rozkładu
życia. mało zostaje, kiedy się traci mieszkanie,
dzieci, psy i włosy. marta ma raka, metalowe łóżko,

naczynie w kształcie nerki i przypiętą do łóżka kartę choroby,
na której w piątej strofie - znudzona cudzym umieraniem
pielęgniarka, napisze od niechcenia: marta nie miała raka,
bo to rak miał martę od początku. było wiadomo.

fot. Vincent Garge

niedziela, 17 maja 2015

o kopciuszku

przyszła na bal panna
młoda, piękna, głupia
niby. w białych pantofelkach,
a stopy jej krwawiły.
na specjalną okazję - usta w ciup,

(od ośmiu tygodni nie miesiączkowała),
a ty, głupi królewiczu zostałeś pantoflarzem,
nazwiskiem dla bękarta,
zachciało ci się dupy,
a ona wcale nie przebierała.

Zdjęcie: Joanna Sikora, Make Up: Elka Ziółek, Modelka: Bambi

czwartek, 14 maja 2015

negatywnie

nie wierzymy w boga, ale jesteśmy dobrzy
w odtwarzaniu postaci fikcyjnych. na zdjęciach
wszystko. czarno białe-charaktery, pismo
śnięte między nami. pokój naszym duchom

potrzebny, najlepiej na godziny. opłata
z góry za odpłynięcie krwi. i jest wylewnie,
chociaż szczytowanie nie jest żadnym szczytem,
kiedy świadomie mamy ciągle puste ręce.

spójrz pod światło, w negatywie wycięłam ci numer;
mam zwiędnięte warkocze, białe usta z chłodu.
kamienny wyraz twarzy studiowałam długo,
do perfekcji. staliśmy się martwą naturą.


sobota, 25 kwietnia 2015

ósmy dzień z siedmiu. przebudzenie

czeka na werandzie i wabi rześkim powietrzem.
nikt nie zauważył, że nocą padało.
radio donosi o burzy. w sypialni
sztorm ucichł; na otwartych wodach pościeli
pozostałości po szkwale.
dryfujemy w zapachu kawy.


- w naszych włosach resztki wilgoci – mówisz -

czas osiąść na mieliźnie, wyrzucić kompas.


piątek, 24 kwietnia 2015

coś jest na rzeczy

kiedy leżę w wannie i stygnę 
całkiem świadomie. pozbawiam się makijażu, ciepła,
ciebie. straciłam już dawno nerwy
do nauki o życiu w rodzinie.


zatapiam głowę i puchnę. od wewnętrznych konfliktów
spada mi temperatura ciała.
podwiązuję niebieskie migdały i zmyślam
ostatnie życzenie. 


zostać balonem i najzwyczajniej pęknąć,

chociażby ze śmiechu.

fot. daria endresen

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

wpiekłowstąpienie



jest wielka niedziela, burza wisi w powietrzu,
jezus chrystus nad drzwiami. przed wejściem do domu
lepiej się przeżegnać. trzy pokoje i wojna
zawieszona na chwilę spożywania paschy.

przy stole stworzyciel skacowany piekielnie,
liczne stadko baranków niebiańsko cukrowych,
oraz ona - panna za dziesięć dni brzemienna
znowu. pięćdziesiątnica i jajeczkowanie.



Fragment witraża z Notre Dame

odczarowanie wiosny

wiosna znowu mnie namawia żebym uwierzyła w życie po śmierci będzie nieskończenie wiele czasu na wiarę większą niż świadectwa rozczarowani...