niedziela, 28 grudnia 2014

nie postanawiam

żadnych rozliczeń,
niczego. nie żałuję za grzechy,
nie obiecuję poprawy.

nie rzucę palenia, przyjaciół, siebie
przez okno. mogę kamieniem
w wodę, wrogom w zęby.

jestem dobra

w rzucaniu okiem. mrugam
do wierszy, bez zmian. żaden nowy
rok nie wejdzie we mnie z butami,

nie otworzy ramion. byle kto
nie zastrzeli fajerwerkiem.

nie moja wina,
nie moja wina,
nie moja
bardzo wielka wina.


środa, 24 grudnia 2014

przemówienie pod tytułem: s'accabbau

jest dwudziesty czwarty ostatniego miesiąca
ze mną gorzej niż zawsze
dokładnie o północy zaczynam
szczekać
ludzkim głosem nad psem
który jeżdził koleją
zupełnie po włosku
albo pod włos
jak siostra
pod tytułem
mio unico


dwudziesty piąty

siostra śpi
więc wracam
do dzieciństwa
tylko chwila
ale kto by się oglądał
na sukienki w kratkę
na fonatannę
na krótko obcięte włosy
przez matkę
która kochała ojca
za bardzo
przeżywam
a ty śpisz


jezus się rodzi

po raz dwutysięczny czternasty
świat zwariował na moich oczach
maria rodzi dziecko
w normalnych warunkach
nie ma baranka
nie ma siana
nie ma trzech króli
na litość boską
są tylko moje ręce
więc je cofam
o te wszystkie lata
żeby oszczędzić matce nieszczęścia
zrobię dużo
więcej
nie zawiążę pępowiny
nie zapalę gwiazdy


foto |"Jezusek" by Monika Ekiert 

niedziela, 14 grudnia 2014

grudzień. odrodzenie wiosny.

zaczynam pękać. zimne na ustach odpada,
gdy otwieram oczy i nabieram czucia.
lubię być wilgotna, więc zalewam
instant.
będzie ze mnie sporo. pożywienia
nie można odmawiać głodnym,
zwłaszcza sobie.
nucę,
jebał pies hibernację
wychodzę spod rynny, a tu taki deszcz.
wszystkie krople na ustach. czujesz?
tylko jakim językiem to zebrać?





lecę



mam miejsce 
cztedziesci cztery 
prawie jak greta na ręce
brakuje mi kilku zer i jedynki
wyrwanej z kontekstu

bilety kupione online
i z wlasnej woli 
przestaje być wandą
bo kocham niemca

schnell 
schnell 
schnell
przyrzeknij że się nie stłuczesz
na kwaśne jabłko
zasługuje tylko gebhardt

pozbawił mnie ciotek
przesadnie ukręcał łeb
niearyjskim macicom


piątek, 12 grudnia 2014

rozpięte pasy przed lądowaniem. zasłonięcie luster


niektórym przyjaciołom rosną skrzydła. zbyt małe, żeby pofrunęli,
a jednak. grawitacja, to kurewska siła. przyciąga nawet, gdy machamy
rękami. więc staje się 'bang bang', i kto by pomyślał, że piosenka
z kill billa stanie się zakończeniem? córka sinatry nie mogła przewidzieć
takiego upadku. przebaczyć się nie da, że muszę stać przy łóżku
w prosektorium. jest zimno, a ja taka chora na siedem boleści,
chociaż tyle razy widziałam obcych nieboszczyków i wagi
nie przyjmowałam, zwłaszcza do sinych twarzy.
uspokajam twoją matkę, że może tak lepiej i inne duperele,
które wmawiali mi na studiach. kurwa, przecież nikt nie studiuje
nagłych odlotów z vincennes. udaję, że jestem na pogrzebie komedianta,
jedyne, co mi zostało, to zaśpiewanie the sound of silence.

fot własna, by Samuel Tissier  Bang BangThe sound of silence

wiersz bez sarkastycznej puenty z kuferka



zachorowałam. stałam się miłośniczką mężczyzn do czasu
wyzdrowienia. zostało niewiele leków, więc się zamieniam
w zegar mechaniczny i zaczynam wahać. oscyluję na krawędzi
rozsądku. nigdy nie za wiele we mnie chęci drogiego spożywania
w hotel crayon. w bród, w przód i tył, aż do wyniesienia

homara lub na noszach arabskiej księżniczki. pieprzona alergia
na altruizm robi za antidotum. no więc co? niech podadzą. nonszalancję,
mam we krwi. tyle arogancji nie zniesie żadna burżuazja. świata
coraz mniej, a mężczyzn więcej. nie mieszczą się na srebrnych widelcach,
ani na salonach. ich we mnie i tak nie ma. dostaję gorączki krwotocznej

i wcale nie umieram z tęsknoty. przecież w nich jestem i podgryzam
pain perdu. zastrzegam numery, wpisuję na czarną listę. abonentów
jest zbyt wielu w gotowości, z komórką w ręce, a połączenie ze mną drogie,
zwłaszcza lotnicze. więc znowu pełny odlot, tracę i wyrzucam
tabletki. 'poezja lub miłość - to dwie rówieśnice'*. na obie się choruje.


*Emily Dickinson


fot. by Samuel Tissier

czwartek, 11 grudnia 2014

afinacja z życia wzięta


odkąd nie żyję, straciłam czucie. na gesty
i błagalne spojrzenia - reaguję zimnem
na ustach. rozsiewam zmarzlinę w miejsce pragnień,
żeby mnie nikt nie bolał, żeby nikt nie przebił
- staję się apatrydą, a więc nie należę
do miejsc, ani do ludzi. do żadnego z domów
nikt nie wniesie na rękach. nie posypie ryżem
nawet żebrak. widzi we mnie dno. przezroczyste
wnętrze zabarwia się nocą, staje się ciemność
prawie wiekuista, kiedy on tak, a ja nie.
wychodzę gdy zasypia, zostawiam mu ambrę,
jedyny zapach na który mnie stać. samotność.

ja, rok 2012 by S.Tissier

środa, 10 grudnia 2014

kabaret na troisième rêve

w snach jestem całkiem inna,
zupełnie z polski. nie wyrosłam chyba
jak chcieli. mnie zabrać 
było ciężko, bo wszystkie ściany miały uszy,

jak w mieszkaniu wiery*. nastała ciemność,
raptem siedem lat po milenium
odeszła,  ja od trzech małżeństw
i znowu czekam 

na pierwsze. akordy kadisza ravela
mącą sen. przygodni impresario
pociągają mnie za język
i czarną sukienkę. mam długą

pamięć. o pielęgnacji cery i języka
wiera powtarza do rana;
wszystko rośnie w gardle jak francuskie ciasto, 
zanim się obejrzysz, dopadnie cię

śmieszny medal od gloria artis,
przebiją języki szpilmanów.
kiedy usłyszysz tango notturno,
to wiedz, że to droga na pantin.

*Weronika Grynberg

plakat Wiera Gran

niedziela, 7 grudnia 2014

berceuse pour bel esprit

leżysz w moim ludwikowskim łóżku
i prawie umierasz. z pragnienia
odeszły tu pewnie ze trzy generacje
francuskiej burżuazji. nie ma

już mnie w pierwszej osobie,
więc staram się przeżyć
i przeżywam fakt kojarzenia w parę.

ci, którzy wiedzą najmniej,
noszą nas na języku. leją wosk
nadaremnie, bo tyle niewiary w przesądy
umiemy w sobie pomieścić.

nie spojrzymy nawet na wróżbę,
moglibyśmy się rozlać
na zawsze.



czwartek, 4 grudnia 2014

moralność nie baśki. 'sandman'


baśka się nie pieprzy. uprawia seks, bo lubi
nieznajomym zaglądać prosto do kieszeni,
oraz w oczy też. okłamywać, to dewiza,
wiza, karta pobytu, przyszłość na jeden dzień,
albo dłużej. dziś prawie tego nie wytrzyma,
do czasu. spojrzy w portfel, w siebie. zajarzy,
że nie ma z czym, do kogo i po co. powrócić
z niczym, to zły stopień świadomości. dyskordianizm
się słania co roku. bardziej poniżej pasa.

graf. diskordia, michalina czarniecka

nie wszystkie słodycze są prawdą. mistral da renaud*


wszystkie dobre piosenki, to wierutne kłamstwa
i każdy, kto je śpiewa czystym elektyzmem,
niech nie pieprzy głupot o postmodernizmie.
miesza mi się to wszystko, więc staję się eris,
kiedy zaczynam łączyć elementy stylów.
i nagle widzę paryż, po raz pierwszy w życiu
- naznaczony miłością. przez martwych turystów
gówno staje się prawdą. a my ponad gównem
ogromną bazyliką libertyńskich głupków
od wyzwolonych teści, przerywanych ciąży,
stosunków. fakultetów z pilule du lendemain**
napchanych mistralami***. tylko kto gagnant?****



*Renaud Séchan
**tabletka abocyjna
*** rodzaj słodyczy we francji, nieistniejących w czasach obecnych
****zwycięzca