piątek, 24 października 2014

przymiarka do wiersza miłosnego.



Fuir le bonheur de peur qu'il ne se sauvé - Jane Birkin


ścieram do krwi wszystkie miejsca
w których nie byłam
sobą, punkty odniesienia
tego, czego mam dosyć.

masz oczy tak jasne,
jak cholera. bierze moją matkę,
kiedy widzi aryjskie. sam adolf się przewraca
w grobie, że mu przebaczyłam.


gdybybyś nie wiedział,
nigdy nie lubiłam trofeów, ani martwej zwierzyny
na ścianach; nie zobaczysz we mnie portretów
zmarłych rogaczy. wciąż przybywa

mi lat i ani jednej życiowej mądrości.
trzymam w zanadrzu kota, w ustach sierść,
w oczach twój obraz.


sobota, 18 października 2014

stacja koluszki. nie wiadomo kto niesie krzyż.

nie pisz do mnie tak głośno, słyszę każdy błąd
którego można uniknąć. tyle scen zazdrości;
kto w nich zagra, jeśli nam się odechce? ust,
rąk ciepłych i drżących - sufler nie wyczaruje

nic, oprócz kamieni, którymi ciśnie publiczność.
więc zaczajmy się bliżej i szybciej, bez domysłów
podzielmy odpowiedziami, pytania o ślady
na przegubach zostaną za kurtyną. cisza,

wróży lepiej od gwizdów. nikt nie zwróci biletów
za takie występne podróże. Nie będziemy się kłaniać
nikomu. nie przyjdzie do głowy kasjerce, że właśnie
pali się teatr, ogień trawi ciała tym, którzy

umarli z miłości. więc nie pisz głośno, bo widzę
stację koluszki i znowu nie jestem pewna
czy dwoje, to para. dzisiaj znowu ktoś ukradł
księżyc. razem z nim - pocałunki tekstowe.


czwartek, 2 października 2014

postrzał. wypadanie z dysku



facet, z którym byłam - odszedł
na wojnę. nie wiem o co
walczył, ale zabił
we mnie wszystko. wypalone

siły, chęci, widoki na.
przyszłość
jest niezbadana
więc jestem czujna.

czasem

jeszcze jakiś cywil
mnie chce
ustrzelić. nigdy nie trafia
w czułe. a i tak krwawię.

co miesiąc
grzebię kolejne
niezdarzenie
- urojoną ciążę.

graf. na de reden, eddy stevens

środa, 1 października 2014

pytam jesień



czy z każdym październikiem muszę wi(e)dzieć,
że ojciec nie żyje?

a tak dobrze wyglądał. na zdjęciu
rentgenowskim w miejscu głowy
- zadomowiony rak,

a później trzydzieści pięć kilo
w trumnie. smród,

znów wymiotuję liśćmi.
fot. A. Piekarczyk